Bieżące

Opowieść Wigilijna

Historia jednego z najpiękniejszych wieczorów w roku może się zacząć różnie, nasza zaczęła się od jednego telefonu i kilku Aniołów, które znalazły czas dla innych…

W ciągu roku do naszej Fundacji przychodzi sporo listów z prośbą o pomoc materialną. Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim potrzebującym, ale listy, które otrzymujemy nie idą w zapomnienie… Dwa tygodnie przed świętami do naszej Fundacji zadzwonił darczyńca z Warszawy, który zapytał o to czy zgodzilibyśmy się w jego imieniu zrobić paczki dla kilku rodzin. Chciał przekazać na ten cel 5 tys. zł. Nasza Fundacja postanowiła dołożyć kolejne 5 tys. zł i kilka kartonów maskotek i przyborów szkolnych przekazanych przez nowożeńców. Trzeba już tylko było kilku serc i rąk do działania.

Kasia Walaszek (szefowa naszych wolontariuszy), Kasia Bąk (szefowa naszego sekretariatu) i Ania Flasza (nasza dzielna fundraiserka) szybko ustaliły, że za taką sumę można zrobić paczki dla 60 rodzin. Skontaktowały się z Makro i… wybrały się na wielkie zakupy. Święta zbliżały się wielkimi krokami, więc dziewczyny szybko zabrały się za kolejny etap – pakowanie. Pomagała im w tym m.in. pani Elena z Makro. Przez kilka wieczorów z rzędu (po pracy) zamiast wdychać świąteczne zapachy, piec pierniczki, pucować okna i robić prezenty dla najbliższych Kasie i Ania pochylały się nad paczkami – niespodziankami. Do kartonowych pudełek układały żywność, słodycze, zabawki, mazaki i kredki, środki czystości i życzenia Radosnych Świąt.
Tuż przed Wigilią paczki rozjechały się w wiadomych sobie kierunkach, potem były kroki kuriera po schodach, dzwonek do drzwi i… twarze osób, które dostały prezenty. Prezenty, których się nie spodziewali. Ale tą część historii nasze dzielne Anioły mogą już sobie tylko wyobrazić…
Chyba, że przyjdzie list, albo mail z dalszym ciągiem opowieści. Jeden już przyszedł. Było w nim zdjęcie dziewczynki w różowej piżamie, siedzącej pod choinką z pudełkiem pełnym prezentów i kilka zdań prosto z serca. „Brak, brak mi słów, którymi mogłabym podziękować. Jest wigilijny poranek. Siedzimy z Małgosią, moją córką w piżamie, a tu dzwonek do drzwi. Otwieram. Doręczyciel z paczką! Ledwie ją wciągnął na to drugie piętro. Otwieramy pudełko, a tu po prostu manna z nieba. Nie przesadzam (i nie narzekam), ale nasze święta w tym roku zapowiadały się bardzo skromnie… Małgosia wyjmowała każdą rzecz po kolei i tylko mruczała: mmm, niam, niam, mmmm. Dziękuję! Nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć…DZIĘKUJĘ!” – napisała mama Małgosi.

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz